Warta Gravel 2026
Warta Gravel 2026 - 160 km
Przygotowania
Nowy rower
![]() |
| Trek Checkpoint - przygotowany na zawody |
Trek Checkpoint
Wiedziałem już bardzo dobrze, że długie dystanse to najlepszy sposób realizowania mojego hobby, tak więc gravel, dający dodatkowe możliwości chwytu na kierownicy wydawał się odpowiednim wyborem. Dodatkowo możliwość zamontowania większej liczby sakw i toreb pozwoliła mi mniej się martwić o to, co wezmę ze sobą w trasę.Minusem była nowa pozycja jazdy, którą musiałem przyjąć, a do której nie byłem przyzwyczajony. Stąd pojawiły się bóle kciuków, łokci i pleców. Przed zawodami próbowałem wykręcić jak najwięcej kilometrów na treningach, jednak to oznaczało, że na zawodach nie będę odpowiednio zregenerowany. Coś za coś. Liczyłem jednak, że będę mógł co jakiś czas jechać bez trzymania kierownicy, wyprostować plecy na siodełku i chwilę odpocząć, ale trasa szybko zweryfikowała te plany.
Prowiant
Jeśli chodzi o zapasy - kilka razy na zawodach zdarzyło mi się już dojechać do mety z zapasem jedzenia, ale po drodze źle zarządziłem płynami i dopadało mnie pragnienie, dlatego tym razem postawiłem na więcej płynów i trochę mniej jedzenia. Część z widocznego zestawu potraktowałem jako śniadanie.
Plan
Plan był prosty - ubrać się dość lekko, żeby nie musieć się przebierać w trasie, mieć ze sobą dobrze wyliczoną porcję jedzenia, dwa bidony i dwulitrowy bukłak izotoników. Na zorganizowanym przystanku PićStop skupić się na dolaniu płynów i szybko ruszać dalej na trasę. Chciałem zminimalizować czas przerw na trasie. O ile dłuższe zawody to więcej romantyzmu i różnorodne warunki, to zawody 160 km to gonitwa od startu do mety, w miarę możliwości jechana pełnym ogniem. Gdy kondycja będzie się rozwijała, te dystanse szybkościowe będą się zwiększać, na razie granica około 150 km to dla mnie odpowiednie wyzwanie wyścigowe. Zresztą widać to dobrze po czasach przerw na zawodach, które publikuję w podsumowaniu.
Pogoda wszystko pokrzyżowała
Wszystko się posypało już dzień wcześniej, gdy spojrzałem na prognozę pogody. Całą noc lało. Żeby dotrzeć na miejsce, miałem do przejechania odcinek z Lubonia na poznański Strzeszyn. Gdy ruszałem z domu, jeszcze kropiło, więc do miasteczka wyścigu dotarłem nieco ubłocony. Najgorsze jednak czekało mnie już na trasie.
Przebieg
Start
Wypadek
Przede mną była ulica Piołunowa - jechałem nią niedawno na Poznańskiej Korbie, ale pod górkę. Tym razem jechałem w dół, po śliskim bruku, co wymagało ogromnej koncentracji. Niestety w momencie, gdy zjechałem z bruku na ścieżkę, tej koncentracji zabrakło i na pierwszej błotnistej kałuży spadłem z roweru. Zbyt duża prędkość, kałuża tuż za zakrętem, do tego górka - bardzo źle zareagowałem i wyleciałem z siodełka. Walnąłem całym prawym bokiem o ziemię i... no cóż - wstałem, pozbierałem się, stwierdziłem, że ogólnie jestem cały, i pojechałem dalej. Niestety przez resztę drogi towarzyszył mi lekki ból w klatce piersiowej, który utrudniał oddychanie. Na szczęście nie przeszkodził w dotarciu do mety. Po kraksie mocno spadła mi pewność siebie, więc do zorganizowanego punktu wodnego w połowie trasy, „PićStopu”, jechałem dużo ostrożniej.
Pogoda
Na trasie kilka razy złapał mnie przelotny, ale dość mocny deszcz. Najgorsze jednak były głębokie kałuże - niemal przez cały wyścig jechałem w mokrych butach, a prawy, który zamoczyłem w jednej z nich, chlupał z każdym naciśnięciem pedału. Zdecydowanie nie była to pogoda do bicia rekordów.
PićStop
Druga połowa
Statystyki i podsumowanie
Ostatecznie ukończyłem zawody z czasem 8:17:04, ze średnią prędkością 19,68 km/h, z około 35 minutami postojów i 769 m przewyższenia według Garmina. Nieoficjalnie zająłem 29 miejsce. Na starcie miało pojawić się ponad sto osób. Gdy dojechałem, 77 zawodników wciąż było na trasie, choć kilka osób nie ukończyło zawodów. Oficjalne wyniki zostaną wkrótce opublikowane. A ja? Ja jestem z tego wyniku naprawdę zadowolony. Nie było łatwo, ale była to bardzo ciekawa przygoda. Wracam za rok!
Aktywność na Stravie (wraz z dojazdami)
Garść statystyk z zawodów
Kilka zdjęć okiem Piotra Piechockiego - https://www.facebook.com/brodatafotografiasportowa







Komentarze
Prześlij komentarz