Pyra Trail 2026 - wspomnienie
Kilka wspomnień z sobotniego wyścigu. Według planu, miałem obudzić się o godzinie 4:30. Jednak nerwy przed zawodami niemal nie pozwoliły mi zmrużyć oka. Mimo, że spakowany byłem już na 2 dni przed zawodami, w nocy kilkukrotnie jeszcze dopisywałem do listy dodatkowe elementy wyposażenia, o których powinienem pamiętać. Wstałem przed budzikiem, gdy uznałem, że dłużej nie ma sensu już się wylegiwać. Zegarek zmierzył nieco ponad 3 godziny snu. Zapakowałem rower na bagażnik i ruszyłem do Sierakowa. Dotarłem na zawody o godzinie siódmej. Odebrałem pakiet startowy, przygotowałem rower, zjadłem drożdżówkę... I niemal spóźniłem się na start mojej grupy. Start odbywał się grupowo, co 5 minut ruszali kolejni zawodnicy. Ja zacząłem zawody w przedostatniej grupie i - tak jak wszyscy (i zawsze - i na każdych zawodach) - próbując nie zgubić reszty ruszyłem za mocno i spaliłem masę energii. Zegarek po 20 km pokazywał, że zostało mi ok 50% wytrzymałości (ostatnio na treningu tyle miałem po zrobieniu 100...